iza + patryk
bliskość bez wyjeżdżania daleko
Nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby być naprawdę blisko. Wystarczy dom, cisza, ciepłe światło i Wy.
Ta sesja narzeczeńska w domu była dokładnie o tym.
Listopad za oknem zrobił swoje. Szaro, chłodno, trochę sennie. I właśnie dlatego w środku było jeszcze bardziej miękko. Listopadowa aura sprzyja sesjom w domu. Pełnym ciepła, mimo chłodu za oknem. Łatwiej dostrzec to, co najbliżej – dotyk, spojrzenie, oddech ♡
Na początku było bardzo zwyczajnie. Rozłożyli karty na podłodze. Śmiech, drobne przepychanki, ukradkowe spojrzenia. Bez specjalnej scenografii. Wystarczy sama obecność. I kawałek podłogi.
Potem przyszedł półmrok, zapaliliśmy świece. Ciszej. Wolniej. Bliżej.
Dlaczego sesja narzeczeńska w domu ma w sobie to „coś”?
Bo tu wszystko jest prawdziwe. Nie trzeba się dopasowywać do miejsca. To miejsce dopasowuje się do nich.
Choć klimat nie bierze się z miejsca. Klimat się robi. A tym zajmuję się ja, także bez obaw!
Czasem wystarczy zgasić górne światło, przestawić lampę, zapalić kilka świec. Trochę musieliśmy temu klimatowi pomóc, ale dużo nie trzeba. Reszta wydarzyła się sama.
Skupiliśmy się na obecności i na bliskości. Na byciu tu i teraz. Bez wielkich gestów. Bez udawania. Po prostu razem.
Jeśli myślicie o czymś spokojnym, intymnym, swoim – sesja narzeczeńska w domu może być najlepszym pomysłem.
Zobacz również inne sesje narzeczeńskie
