Sesja ślubna w Pałacu Ostromecko

Alina + Mateusz | Ostromecko

Na początek było cafe latte i kilka wymienionych zdań. Potem sesja narzeczeńska i bose stopy na piasku. Po ich kameralnym ślubie w przepięknym, drewnianym kościółku i weselu pełnym rodzinnego ciepła i wzruszeń spotkaliśmy się na sesji plenerowej. Pałac w Ostromecku stanowił idealne dopełnienie ich ślubnej historii.

 

Światło to nie tylko złote zachody

Końcówka lata. Aura mocno zwiastowała już jesień. Było wilgotno od deszczu i nieco pochmurnie. Momentami wręcz tajemniczo. Wyobraźcie sobie obawy Aliny przed zdjęciami w otoczeniu ciemnych chmur. Chodziły nam po głowie myśli, żeby sesję przełożyć. Kurczę, jakże się cieszę, że tego nie zrobiliśmy!

Mimo smętnej pogody spotkaliśmy się znowu. Po upalnym, letnim okresie, ja, wielbicielka jesieni i mglistych poranków nie ukrywam, że emanowałam energią tamtego dnia. Kocham światło, ale światło to nie tylko słońce, bezchmurne niebo i bijące złotem zachody. Światło to również chmury. One nadają niesamowity klimat, który na zdjęciach wygląda niesztampowo.

 

Magia miłości 

Ogrom ciepła, czułości i wsparcia jakie na każdym kroku dostrzegało się między tą dwójką przywołały również i słońce. Na chwilę zza chmur wyłoniła się złota poświata, która otuliła młodych w objęciach. Czy to nie jest magia?

 

Zatem mieliśmy wszystko. Słońce i chmury. Tajemniczość i promienność. Włosy ułożone przez wiatr. I miłość, moi drodzy. To przede wszystkim.

Uwielbiam Alinę i Mateusza za ich naturalność, spokój jakim emanuje jej głos, za uczucie, którym się darzą. Za nieśmiałe uśmiechy i głębokie spojrzenia. Każdy kadr, jaki miałam okazję im zrobić, uspokaja mnie, gdy na nich patrzę. Popatrzcie i Wy!